Esencja bezpieczeństwa

Park Krasnala z roku na rok rośnie. Z wiosny na wiosnę przybywa mu zwierząt i roślin oraz miejsc do zabawy. Przybywa też zakazów. Nie wolno dotykać dinozaurów ani plażować na trawie. Nie ma zakazu dotykania kulturysty. Kulturysta się nie zniszczy. Jest nie do zdarcia. Rośnie też zaplecze kulinarne i rozrywkowe „Krasnala”. Można zgubić się w labiryncie albo zasiąść bezpiecznie między dziadem a babą i zrobić sobie zdjęcie. Dzieci -pająki wspinają się na piramidę z grubej, linowej siatki. Szukają wsparcia dla nogi i uchwytu dla ręki. Coraz wyżej i wyżej, pną się na szczyt, jakby już z góry wiedziały, co je w życiu czeka. Sztukę wspinania się warto ćwiczyć od dziecka.

Życie jest jak park linowy. Wiele takich powstaje na obrzeżach dużych miast. Najpierw szkolenie! Kilka rodzajów asekuracji: karabinki i tracki. Odczytywanie sygnałów. Życie wymaga koncentracji. Uwagi i zaufania. Jeżeli spanikujesz, stracisz dystans i kończy się zabawa. Masz kilka możliwości: emocje małe, średnie, duże. Cena rośnie. Wisisz głową w dół, ufając przestrzeni, czekasz na zjazd pełen adrenaliny. Jeżeli zrezygnujesz, mogą cię wymienić i wyjdziesz z tego żywy, mówiąc sobie: to był ostatni raz. Oczywiście, że nie był ostatni, przecież nie odmówisz, jeżeli życie zaprosi cię znowu. Raz się żyje!

Najtrudniejsze jest chyba to szukanie podłoża, wymacywanie szans na to, żeby bezpiecznie i wygodnie postawić stopę. I żeby to była wysoka stopa na solidnej podstawie. Lecz póki co, kręcisz się, wiercisz, próbujesz dosięgnąć ręką, jedną i drugą, a cel umyka. Dlatego ważne jest, żeby się dobrze przypiąć. Trwanie w zawieszeniu nie może trwać wiecznie, ale na krótką metę, przynajmniej jest bezpieczne. Na końcu trasy materac gwarantuje miękkie lądowanie. Instruktorzy mówią ci o tym od razu. Nawet z materacem trzeba się jednak dobrze ustawić, żeby nie łupnąć weń głową, tylko wyhamować nogami.

Są tacy, którzy takim parkiem gardzą. Wolą prawdziwe wyzwania, bez asekuracji. To zwolennicy hazardu. Słyszymy o nich codziennie w telewizji i w radiu, czytamy o nich w prasie, również lokalnej. To ci, którzy nie zapinają pasów i wyprzedzają na trzeciego. To ci, którzy oliwią nie tylko silnik w samochodzie, ale również siebie. No i wychodzą w góry przy najwyższym stopniu zagrożenia lawinowego. A do morza- przy najwyższej fali. Chcą użyć życia na całego, choć mogą je całkiem stracić.

Esencją życia jest brak bezpieczeństwa, mówi ktoś inny. Ja jednak wybieram jazdę z zasadami. Podziwiam żywioł, nie tracąc z oczu liny. Asekuracyjnej.

Elżbieta Bielska-Kajzer

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *