A mnie jest szkoda… siodełka

W ramach akcji „Lato w mieście” umożliwiono dzieciom ciekawe formy spędzania wakacji. Były wycieczki „Galarem” połączone z informacjami o starej Nowej Soli. Opowiadał i sterował kapitan „Galara”, pan Andrzej Dela, ale dzieci też mogły sterować i zapracować sobie na oficjalną przynależność do nowosolskiego bractwa wodniaków. Wielki to zaszczyt dla młodego człowieka – taki certyfikat, związany z najlepszymi tradycjami naszej Odry.

To właśnie tutaj, na terenie obecnego portu, znajdowało się, kilka wieków temu, ścisłe centrum pierwotnej osady, która dała początek naszemu miastu. Przepłynęliśmy pod słynnym mostem podnoszonym (nie zwodzonym, ale właśnie podnoszonym), jedynym czynnym z dwóch takich istniejących w Europie. Więcej takich mostów jest w Stanach, ale nie tych obok Nowej Soli, tylko Zjednoczonych. Chociaż nasze Stany też mogą być zjednoczone, np. z Nową Solą, jeżeli obie strony zechcą.

Głównym korytem rzeki ruszyliśmy w kierunku dużego mostu, żeby w okolicy starej leśniczówki przyjrzeć się słynnej dziupli Baby Jagi. Miały dzieci o czym później w domach opowiadać! I mogły też przez całe lato swobodnie korzystać z „Orlika”, grać w „nożną” i w „kosza”. Pożyczyć, ale nie na wieczne oddanie, piłkę. W środy była również udostępniana strzelnica. Strzelanie z wiatrówki do tarczy – to dla dzieci i młodzieży duża atrakcja. Podobnie jak Park Krasnala, w którym przybywa żywych zwierząt i rośnie mini-ZOO.

Niestety, lato w naszym mieście nie skończyło się dla mnie najlepiej. W Parku Krasnala skradziono mi… siodełko. Cztery rowery przypięliśmy, jak się należy, w wyznaczonym do tego miejscu, za wejściem, od strony Kociego Stawu. Kiedy po niecałej godzinie, wróciliśmy po nasze pojazdy, okazało się, że mój nie ma siodełka. Byłam przygnębiona nie tyle rozmiarem straty, ile swobodą złodziei w publicznym miejscu. Wydawało mi się, że taki park dla dzieci, to miejsce dość bezpieczne, że czuwa straż miejska, jest monitoring.

Uwaga! Nikt nie czuwa, żeby spać mógł ktoś! Sami czuwajcie i nie zostawiajcie rowerów, jeżeli chcecie uniknąć ryzyka. Chyba że macie takiego grata, na którego już nikt nie spojrzy. Albo całkiem dziurawe siodełko. Dobre, żelowe, zabierajcie ze sobą wszędzie. Koła też!

Pan w sklepie rowerowym mówi, że z tymi siodełkami to już u nas plaga. Tymczasem, dowiaduję się, że w Kanadzie, obok wielkich centrów handlowych, stoją rzędy „kalekich” rowerów bez siodełek. Ludzie, w obawie przed kradzieżą, odkręcają je masowo i zabierają ze sobą na zakupy. Widzicie?! Robimy się światowi!

Elżbieta Bielska-Kajzer

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *